W ciemną noc - Rozdział 17
Tom był właśnie w trakcie przygotowywania śniadania, ja siedziałem nad księgami i próbowałem znaleźć wiele sposobów na stworzenie rytuału bezpiecznego dla małej Connie, gdy w domu rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Spojrzałem zaskoczony w tamtą stronę i wymieniłem spojrzenia z Tom'em, który wyszedł z kuchni. Żaden z nas nikogo się nie spodziewał, więc czyjeś odwiedziny były zaskoczeniem - szczególnie, że nikt mnie nie odwiedzał przez ostatni czas. Przytknąłem palec do moich ust, nakazując mojemu partnerowi ciszę i podszedłem do drzwi frontowych, w tym czasie ktoś znów zadzwonił dzwonkiem.
Otworzyłem drzwi ostrożnie i prawie się przewróciłem, gdy znajoma postać się na mnie zwaliła, przytulając mnie mocno.
-James... -w moim głosie słychać było ulgę, że znów go widzę.
Od niemal dwóch tygodni prawie chodziłem po ścianach nie mogąc go znaleźć. Nogą zatrzasnąłem za nim drzwi, wprowadzając go do domu i nie wypuszczając go z ramion, gdy sadzałem go na kanapie. Wymieniłem z Tom'em wymowne spojrzenia - załamał się kompletnie ale... przynajmniej wrócił. Teraz oboje mogliśmy mieć na niego oko.
-Nie wiem, co mam zrobić, Bill. -mój przyszywany ojciec wychlipiał, mocząc moją koszulkę swoimi łzami. -Nie ma sposobu, żeby ją odzyskać, Bill.
Zagryzłem wargę. Wiedziałem, że przed nami jeszcze długa droga ale wiedziałem, że dam sobie radę. Musiałem sprowadzić moją siostrzyczkę z powrotem do nas, do domu, do James'a.
-Jest. Jest sposób. -powiedziałem cicho, czując jak James momentalnie spina się w moich ramionach.
Mężczyzna powoli się ode mnie odsunął i po raz pierwszy odkąd się pojawił spojrzał mi w twarz. Miał zmęczone oczy i ciemne wory pod oczami, jego twarz była poorana zmęczeniem, nie golił się od kilku dni. Był istnym obrazem rozpaczy i nędzy. Westchnąłem cicho i pokiwałem głową.
-Jest sposób, James. Tom na niego wpadł. Ja nad tym pracuję. -wyjaśniłem w jak najprostszych słowach. -Dam sobie radę, obiecuję.
James przyglądał mi się jakbym właśnie walnął go w głowę czymś ciężkim i widział gwiazdy. Był w tak ciężkim szoku, że nawet przestał płakać.
-Co? -wydusił w końcu.
Widziałem, jak Tom wycofał się do kuchni, dając nam przestrzeń żebym uspokoił mojego przyszywanego ojca i wyjaśnił mu całą sytuację. Uśmiechnąłem się do James'a, starając się go uspokoić.
-Tom wpadł na to, jak odbić Connie od Aniołów. -powiedziałem wolno i wyraźnie, starając się do niego dotrzeć mimo szoku w jaki wpadł. -Jestem coraz bliżej znalezienia sposobu na odbicie jej.
Na kilkanaście sekund między nami zapanowała cisza. Po jakimś czasie w końcu uśmiechnął się i przytulił mnie tak mocno, że na moment odebrało mi oddech.
-Nie wierzę... nie wierzę... nie wierzę... -powtarzał, kompletnie skołowany i zaskoczony.
Wiedziałem, że jest na skraju kolejnego wybuchu płaczu - tym razem z ulgi i nie miałbym nic przeciwko, gdyby teraz zaczął po prostu płakać jak małe dziecko.
-Wszystko będzie dobrze. -obiecałem mu, starając się go jakoś uspokoić.
Nie mam pojęcia, ile James tak spędził, wtulony we mnie i płacząc cicho, dając upust swoim wszystkim emocjom i dając nowej nadziei zagnieździć się w jego sercu. Może było to kilka minut, może kilka godzin, nim w końcu odsunął się ode mnie i otarł swoje łzy.
-Dziękuję. -jego głos drżał, jego twarz była zapuchnięta od płaczu.
Nie mogłem się nie uśmiechnąć. Mimo jego zaniedbanego, opłakanego stanu, wciąż widziałem w siedzącym przede mną czarodzieju ojca, który przygarnął mnie i dał mi życie, gdy byłem mały i go potrzebowałem. Kogoś, kto mnie wychował mimo wszelkich trudów, które mu sprawiałem. Szanowałem go ponad wszystko i nawet, kiedy siedział przede mną zapłakany i nieogolony, dla mnie wciąż wyglądał tak samo jak tamtego dnia, gdy przygarnął mnie pod swój dach.
-Chodź. -poprosiłem, biorąc jego rękę i podnosząc go z kanapy. -Zjesz coś porządnego i pójdziesz się przespać.
James szedł za mną posłusznie jak piesek, kiedy wprowadziłem go do kuchni w której urzędował Tom i posadziłem go przy wyspie kuchennej. Tom odwrócił się do nas z ciepłym uśmiechem i od razu postawił talerz pełen zimnych już naleśników przed James'em, zanim zaczął nalewać kawę do trzech kubków. Doskonale pamiętał, jaką kawę oboje pijemy. Czasem zastanawiałem się, czy tak bardzo o nas dbał czy też jest to jego instynkt baristy.
-Dziękuję. -James wyszeptał do Tom'a, biorąc kubek z kawą w dłonie i przyssał się do niej jak do nektaru.
Wymieniłem z Tom'em kolejne spojrzenia i wiedziałem, o czym oboje myślimy. Przysiadłem się obok James'a i położyłem mu dłoń na plecach starając się pokazać mu, że jestem przy nim i że zawsze może na mnie liczyć. James spojrzał na mnie oczami w których nie było już ani trochę zmęczenia - tylko nadzieja i szczęście nie do opisania.
-Obiecuję ci, że wszystko się ułoży. -przyznałem cicho, czując na sobie wzrok Tom'a. -Jestem już blisko znalezienia sposobu na odzyskanie Connie. Ojciec mi pomaga.
Widziałem szok i niedowierzanie malujące się na twarzy mojego przyszywanego ojca. Wciągnął ciężko powietrze przez płuca, przyglądając mi się.
-Lucyfer pomaga ci odzyskać Connie? -zapytał tak cicho, że musiałem mocno się skupić żeby zrozumieć, co on tak właściwie powiedział.
Pokiwałem powoli głową, uśmiechając się lekko.
-Tak. Wie, jak ważni Connie i ty dla mnie jesteście i pomaga mi stworzyć rytuał, który pozwoli nam sprowadzić Connie do domu. -wyjaśniłem miękko.
James przez chwilę przyglądał mi się, jakbym nagle miał dwie głowy ale w końcu pokiwał nieznacznie głową, nim jego wzrok padł na naleśniki i chyba dopiero teraz je zauważył.
-Jedz. -rozkazałem, starając się nie być zbyt stanowczym.
Obserwowałem przez chwilę, jak James powoli zaczyna jeść śniadanie i myślałem o tym, że kiedy zniknął pewnie nie dbał nawet o to, czy cokowliek jadł. Westchnąłem lekko i wstałem od wyspy po czym poszedłem z powrotem do jadalni, siadając nad papierami. Na wyjaśnienia przyjdzie czas później, kiedy James już się naje, wyśpi i oporządzi.
Siedziałem nad papierami i kompletnie straciłem poczucie czasu. Wiedziałem, że jestem blisko, że ostatni element układanki jest na wyciągnięcie ręki i frustrowało mnie, że nie mogłem tego znaleźć. Z moich myśli i frustracji wyrwały mnie duże, ciepłe dłonie Tom'a na moich ramionach, który zaczął mnie masować a dreszcz przeszedł wzdłuż mojego kręgosłupa, gdy jego usta zetknęły się z moją skórą.
-Tom... -wymruczałem, czując że się uśmiecham pod wpływem jego dotyku.
-Powinieneś zrobić sobie przerwę. Siedzisz nad tym cały dzień. -oddech Tom'a wywoływał gęsią skórkę na moim karku, gdzie stykał się z moją skórą.
-Kusisz, Tom. -ostrzegłem go lojalnie, odchylając się do tyłu na krześle.
Tom od razu to wykorzystał i objął mnie od tyłu, jego usta zaatakowały moją szyję. Westchnąłem cicho, czując jak elektryzujący jego dotyk i pieszczoty są, jak ciepło rozpływa się po moim ciele.
-Chodź do mnie. -mruknął mi prosto do ucha i po prostu przepadłem.
Pozwoliłem, aby pomógł mi wstać z krzesła i zaprowadził mnie do mojej sypialni na piętrze, wpijając się w moje usta gdy tylko kopnął drzwi, żeby się za nami zamknęły. Nie mogłem się powstrzymać. Oddawałem jego żarliwe, głodne pocałunki podczas gdy moje dłonie zawędrowały pod jego koszulkę, moje palce śledziły mięśnie na jego klatce piersiowej i brzuchu, podczas gdy jego dłonie zdzierały ze mnie moją koszulkę. Ekscytacja i podniecenie rosły z każdą sekundą i czułem wręcz palącą potrzebę, żeby poczuć go jak najbliżej, zedrzeć z nas ubrania i poczuć jego gorącą skórę przy mojej.
-Weź mnie, Tom. -poprosiłem, gdy rozdzieliliśmy usta na moment by złapać oddech.
Nim się zorientowałem, Tom zerwał ze mnie koszulkę i rzucił mnie na łóżko, zszarpując ze mnie spodnie aż zostałem przed nim kompletnie nagi ze stojącą męskością. Drżałem z podniecenia, gdy jego głodny wzrok śledził moje ciało. Tom wdrapał się na łóżko między moimi nogami a ja zniecierpliwony zdarłem jego koszulkę, podczas gdy jego usta wpiły się na powrót w moje. Wplotłem dłoń w jego dredy, przyciągajc go bliżej, chciałem niemal krzyczeć gdy jego skryte pod spodniami krocze ocierało się o mój twardy penis. Wolną ręką siłowałem się z jego paskiem, nim w końcu Dredziarz zlitował się nade mną i pomógł mi zdjąć jego spodnie wraz z bielizną. Wciągnąłem głośniej powietrze, gdy zacisnąłem palce na jego penisie. Był trochę większy od mojego - i cholernie twardy.
-Boże, tak bardzo cię pragnę. -chłopak wyszeptał, jego usta zawędrowały na moją szyję, jego dłonie błądziły po moim nagim ciele, doprowadzając mnie do szaleństwa.
Owinąłem swoje nogi wokół jego bioder, przyciągając go bliżej siebie i ocierając nasze penisy o siebie.
-Weź mnie, Tom, weź mnie. -niemal błagałem ale nie dbałem o to, jak żałośnie mogę brzmieć.
To przecież Tom, mój kochany Tom który tyle dla mnie wycierpiał i pomagał mi. Ufałem mu bezgranicznie. Chciałem, żeby w końcu dał nam to, czego obaj chcieliśmy od tak dawna.
-Nie dam rady cię przygotować. -wymruczał, jego ciepły oddech owiewał moją skórę.
Wiedziałem, co ma na myśli. Obaj spalaliśmy się w podnieceniu i żaden z nas nie miał na tyle silnej woli ani cierpliwości w tym momencie, żeby mógł mnie rozciągnąć i przygotować na przyjęcie go. Nakierowałem jego twardego penisa na moją dziurkę, ocierając jego główkę o moje wejście.
-Po prostu mnie weź. -rozkazałem.
Tom kompletnie się zatracił. Złapał moje nadgarstki i przyszpilił je nad moją głową, po czym jednym ruchem wepchnął swojego dużego penisa w moje ciasne wnętrze. Wygiąłem się na łóżku, czując jak jego męskość niemal mnie rozrywa i pulsuje w moim wnętrzu. Wiedziałem, że krzyknąłem ale nawet tego nie słyszałem. Dredziarz momentalnie zaczął się poruszać, zmieniając kąt aż w końcu znalazł ten, przy którym uderza idealnie w moją prostatę. Gdy szarpnąłem się na łóżku i krzyknąłem z przyjemności, widziałem jak ogromne zadowolenie i satysfakcja zabłysnęła w jego pociemniałych od podniecenia oczach. Zaczął poruszać się pod dokładnie tym kątem, pieprząc mnie, jego wolna ręka badała moje ciało, doprowadzając mnie do istnego szaleństwa.
-Boże! Tom! Tom! Tak! Tak! Boże, tak! -jęczałem pod nim jak rasowa dziwka.
Dredziarz pochylił się i zaczął obcałowywać moje ciało, sprawiając że pokrywało się ono gęsią skórką w mejscu, gdzie jego usta i zęby stykały się z moją skórą. Jęknąłem głośniej, gdy zassał się na moim sutku. Ruchy jego bioder sprawiały mi tyle przyjemności, że omal nie straciłem głowy. Moje ciało wyginało i wiło się pod nim na łóżku, moje nogi przyciągały go bliżej w mniemym błaganiu, by pieprzył mnie mocniej, bardziej.
-Tom! Pieprz mnie! Cholera! Tak! -krzyczałem, czując że mój orgazm się zbliża.
Chłopak warknął jak jakieś dzikie zwierzę, przyspieszając swoje ruchy. Odsunął się ode mnie i uwolnił moje nadgarstki tylko po to, by złapać moje biodra i trzymając mnie w miejscu zaczął poruszać się szybciej, mocniej, głębiej, sprawiajac, że zacząłem widzieć gwiazdy a moje plecy wyginały się z istnej przyjemności a moje palce zaciskały się na pościeli w tej słodkiej agonii.
-Jęcz. -Tom warknął. -Jęcz dla mnie. Dojdź dla mnie. Dojdź na moim kutasie gdy cię pieprzę.
Jego słowa były moją zgubą. Zacząłem drżeć tak bardzo, że to aż bolało. Mój penis drżał jeszcze bardziej, cieknąc moim preejakulatem. Wiedziałem, że jeszcze tylko kilka ruchów Tom'a i dojdę. On chyba też, bo zaczął pieprzyć mnie jeszcze mocniej, aż pociemniało mi przed oczami.
-Tak! Tak! Tom! Fuck! Tom! -krzyczałem z przyjemności aż orgazm zalał mnie jak fala tsunami.
Szczerze powiem, że nigdy nie czułem takiej wielkiej przyjemności. Moja sperma eksplodowała na moją klatkę piersiową i brzuch, docierając nawet do mojego podbródka. Penis Tom'a tak dobrze mnie pieprzył, że sam się na niego nabijałem, mimo że już doszedłem. Dredziarz warczał cicho, nim wbił się we mnie po raz ostatni i zalał moje wnętrze swoją gorącą wnętrzą, wyrywając kolejny jęk przyjemności z mojego gardła.
-Kurwa... -wychrypiałem, wciąż drżąc z przyjemności podczas gdy Tom opadł na mnie, przygniatając mnie swoim ciałem i brudząc się moją spermą.
Nasze oddechy były ciężkie a ciała spocone, gorące i lepiące się od spermy. Owinąłem ramiona wokół Tom'a, przytulając się do niego.
Kurwa. To był najlepszy sex w moim życiu.



Komentarze
Prześlij komentarz