W ciemną noc - Rozdział 18


 Po tym, jak zrobiliśmy to po raz pierwszy, mieliśmy jeszcze dwie rundy pod prysznicem. Byliśmy tak głodni siebie nawzajem, że nie mieliśmy dość. Dotyk Tom'a na mojej skórze był elektryzujący, jego oddech na moim ciele powodował u mnie dreszcze a sposób w jaki mówił do mnie kiedy penetrował mnie, grał ze mną i doprowadzał mnie do istnego szaleństwa sprawiało, że miałem apetyt na więcej. 

Gdy w końcu udało nam się wziąć prysznic i udało nam się dojść do kuchni, gdzie opadłem na krzesło przy wyspie kuchennej a Tom zaczął robić kolację, wtedy dopiero zacząłem myśleć logicznie. 

-Hej, Tom? -zagadałem, nie mogąc się nie uśmiechać, widząc jego muskularne ciało które ukryte pod ubraniami miało ślady po moich paznokciach i zębach. 

-Mhm? -mruknął, odwracając się do mnie z tak ciepłym uśmeichem, że serce zaczęło mi topnieć. 

-Gdzie tak właściwie jest James? -zapytałem, uświadamiając sobie że byłem całkiem głośno gdy uprawialiśmy sex, szczególnie sądząc po tym jak zdarte miałem gardło.

Tom zaśmiał się w odpowiedzi, wracajac do robienia kolacji, która pachniała mi kurczakiem i warzywami. To zazwyczaj oznaczało, że Dredziarz robi jakieś azjatyckie żarcie i na samą myśl zaczęła mi lecieć ślinka. Muszę przyznać, że Tom jest nie tylko nieziemsko przystojny, zajebiście dobry w łóżku, robi super kawę ale jednocześnie jest pierwszej klasy kucharzem.

-James wyszedł, powiedział że będzie jutro z naręczem jakiś ksiąg. -przyznał w końcu, nie przerywając gotowania. -Żegnał się z tobą ale nawet nie oderwałeś wzroku od swoich notatek.

Westchnąłem ciężko, myśląc o moich notatkach. Brakowało mi ostatniej zmiennej, nie mogłem rozgryźć, jakiej. Wiedziałem, że jedna rzecz i rytuał będzie gotowy do przeprowadzenia, do przetestowania.

-Co cię gryzie, Billy? -usłyszałem.

Uniosłem z powrotem wzrok na Tom'a, który stał przede mną tylko w t-shirt'cie i w bokserkach. To był bardzo apetyczny widok, nawet jeśli przeleciał mnie trzy razy z rzędu mniej niż pół godziny temu.

-Nie mogę rozgryźć ostatniej zmiennej w tym cholernym rytuale. -przyznałem ciężko. -Mam już wszystko gotowe. Jestem niemal pewien, że to ostatnia zmienna, że wszystko inne już jest bezpieczne.

-Masz rdzeń, masz zabezpieczenia dla Connie i dla ciebie.. czego brakuje? -szczere zainteresowanie w głosie Dredziarza sprawiło, że serce mi drgnęło. 

-Zakończenia. -przyznałem szczerze. -Każde zaklęcie, każdy rytuał musi mieć jakieś zakończenie. Większość prostych zaklęć to po prostu zakończenie na zasadzie woli, po prostu myślisz o tym, że chcesz je zakończyć i o ile nie zostanie to przez nikogo zakłócone to zaklęcie kończy się samoistnie. Na przykład gdy przyzywam ojca, nie kończę zaklęcia. Z jednej strony jest to intencjonalne, bo nie odcinam się od niego, pozostaję otwary na kontakt z nim. Z drugiej strony jeśli chciałbym, żeby w danej chwili zostawił mnie w spokoju lub zniknął, musiałbym po prostu pomyśleć o tym, że chcę żeby zniknął. Dzięki temu, że jestem z krwi Lucyfera i moja magia jest potężna, nie potrzebuję kończyć nawet średniej trudności zaklęć czy rytuałów oficjalnie, po prostu o tym myślę. Tylko że rytuał dla Connie to poważna sprawa i nie zostawię tego przypadkowi.

Tom kiwał głową, notując i sortując sobie w głowie informacje, podczas gdy mieszał w garnkach. 

-Billy, chciałem cię o coś zapytać od jakiegoś czasu... -zaczął w końcu powoli, jego głos był cichszy.

-O co chodzi? -zapytałem, czując że to będzie coś grubego.

-Skoro jesteś tak potężny, dlaczego Anieli nigdy ciebie nie zabrali ale Connie tak? -zapytał w końcu.

Wiedziałem, że Tom nie ma nic złego na myśli i że po prostu nie rozumie tej sytuacji i stara się poznać sens tego wszystkiego. Westchnąłem ciężko i zacząłem bawić się moimi włosami, starając się mu to jakoś wyjaśnić w jak najprostszych słowach ale jednocześnie tak logicznie jak się da.

-Po pierwsze, jestem dzieckiem Lucyfera. -westchnąłem ciężko. -To trochę robi mnie nietykalnym. Ci Anieli którzy mnie ostatnio zranili zostali ostro ukarani, pamiętasz, co mówił mój ojciec? 

Tom pokiwał głową, dając mi znać że pamięta tę konwersację, więc kontynuowałem.

-Po drugie, moja magia nie rozwijała się tak dynamicznie jak magia Connie. Od urodzenia byłem już potężniejszy niż zwykłe dziecko czarodziej. Rozwój mojej magii był bardziej rozłożony w czasie, więc nie było ryzyka wybuchu jak w przypadku Connie. -mówiłem spokojnie i logicznie, starając się wszystko wytłumaczyć. -Po trzecie, Connie została przedmiotem niepokojącej przepowiedni, w przeciwieństwie do mnie. To główny powód, dla którego Anieli ją zabrali. 

-Myślisz, że można zmienić przepowiednię? -kolejne pytanie padło z ust mojego chłopaka, podczas gdy nakładał na talerze naszą kolację. -Czy te przepowiednie to nie są jakieś magiczne słowa co się spełnią?

-Niekoniecznie. -przyznałem z lekkim uśmiechem, podziwiając jego szybkie i logiczne myślenie. -Przepowiednie są... zmienne. Czasami. Ciężko to wyjaśnić. Znając treść przepowiedni można spróbować ją zmienić, z różnymi efektami. Przepowiednia mówi tylko o tym, co się stanie jeśli dana sytuacja się nie zmieni. Jeśli jednak coś się zmieni, przepowiednia również się zmieni. 

Dredziarz kiwał głową, stawiając dwa talerze na stole i wracając do lodówki po butelkę wody, z której nalał dla każdego z nas po szklance. Usiadł naprzeciwko mnie, uśmiechając się tak ciepło, że mógłby konkurować ze Słońcem. 

-Czyli możesz wpłynąć na zmianę przepowiedni? -zapytał dla pewności, patrząc mi prosto w oczy.

-Tak. -przyznałem stanowczo, o wiele bardziej pewny siebie niż bym się tego po sobie spodziewał. -Nie znam treści przepowiedni ale ojciec ją zna i widziałeś, jak entuzjastycznie zareagował na twój pomysł. To znaczy, że przepowiednię można zmienić.

-To dobrze. -Tom zdawał się odetchnąć z ulgą, co wywołało u mnie kolejny uśmiech.

Nawet nie zna małej Connie. James'a poznał nie jako tego wspaniałego człowieka który mnie przyjął wraz ze swoją żoną pod swój dach gdy byłem małym dzieckiem, tylko jako zrozpaczonego człowieka który potrzebuje pomocy. Mnie poznał z mojej mrocznej strony. Poznał częściowo, jak niebezpieczne jest Podziemię. Poznał mojego własnego ojca. Mimo to wciąż chciał być ze mną i troszczył się o James'a i o mnie - zależało mu nawet na małej Connie, której nigdy nie spotkał. Czy on nie jest uroczy?

-Więc brakuje ci tylko ostatniej zmiennej... zakończenia... -Dredziarz mruczał pod nosem, analizując moje słowa. -Nie możesz skopiować jakiegoś zakończenia z innego zaklęcia?

-Nie. -powiedziałem od razu. -To moje zaklęcie, mój rytuał. Zakończenie musi być moim podpisem. 

-Więc nie możesz tego zakończyć tak jak innych rytuałów które stworzyłeś?

Musiałem na to pokręcić głową w odpowiedzi, chociaż doskonale wiedziałem skąd wziął swoje pytanie i że jego słowa są jak najbardziej logiczne.

-Nie mogę. Nie mam pojęcia, jakie konsekwencje będzie mieć moje zwyczajne zakończenie dla Connie.

Tom westchnął, kiwając głową i pogrążając się w swoich myślach. Wiedziałem, że muszę coś zdziałać, coś zrobić ale nie wiedziałem, co. Jadłem swoją porcję kolacji tak naprawdę nie wiedząc, co ja tak właściwie jem, myśląc o tym. Wtedy trafiło mnie to jak błyskawica w taki sposób, że aż wypuściłem łyżkę z dłoni, przez co Tom od razu spojrzał na mnie z niepokojem.

-Wiem. -rzuciłem tylko i wybiegłem do jadalni, niemal przewracając stołek na którym siedziałem i dopadłem do moich notatek.

Nie mogłem uwierzyć, że zakończenie którego potrzebowałem było tak blisko a jednocześnie pomysł na który wpadłem zmieniał koncepcję mojego planu. Zacząłem pisać tak chaotycznie, że prawie rozerwałem kartkę po której pisałem. Czułem na sobie wzrok Dredziarza, który poszedł za mną do jadalni. Musiałem jednak przelać najperw swoje myśli na papier, zanim mi umkną.

-Zmieniamy rytuał. -oznajmiłem pod nosem, wciąż pisząc. -Zakończenie, środek i początek. Przynieś mi te czarne świecie z piwnicy.

Nie prosiłem, w tym momencie żądałem żeby Tom zrobił dokładnie to, o co prosiłem. Chwilę później kątem oka widziałem, jak stawia bez słowa czarne świece na stole obok mnie. Zapaliłem jedną z nich ledwo ją dotykając - ogień byłem w stanie kontrolować samą myślą - i zacząłem mamrotać po łacinie, modląc się żebym miał rację. 

Mój ojciec pojawił się w przeciągu kilku sekund, wyglądając na trochę zaskoczonego - może nawet lekko zirytowanego, najwyraźniej w czymś mu przeszkodziłem - jednak nie dbałem o to ani trochę. Kiedy uniosłem na niego w końcu wzrok widziałem, że jest zaskoczony i zainteresowany.

-Spójrz. -powiedziałem sucho i podałem mu zapisaną kartkę.

Obserwowałem, jak jego czerwone oczy śledzą zapisany przeze mnie tekst i jak szok i zaskoczenie malują się na jego twarzy. Podniósł na mnie wzrok pełen dumy i ekscytacji.

-To się uda. -jego ton głosu był tak pewny, tak dumny. -Wszystko zorganizuję. Od razu idę do Nieba i porozmawiam z Aniołami.

Po tych słowach po prostu zniknął, zabierając ze sobą mój pomysł ale to nic - każde słowo które napisałem i tak już zdążyło się wyryć w moim mózgu. Dopiero wtedy w końcu spojrzałem na Tom'a i uśmiechnąłem się do niego.

-Wykorzystamy siły natury by odzyskać Connie. -oznajmiłem z uśmiechem ale największe ciepło na sercu poczułem dopiero wtedy, gdy Tom przytulił mnie chwilę później mrucząc, jak dumny ze mnie jest.

Komentarze

Popularne posty