W ciemną noc - Rozdział 14
James jakby zniknął z powierzchni ziemi - od momentu, gdy następnego dnia rano otworzyłem oczy, nie mogłem się z nim skontaktować ani telefonicznie ani dzięki magii. Przesłanie było jasne - nie chciał, żeby ktokolwiek go znalazł i przerażało mnie samo myślenie, co może wymyślić i próbować zrobić, żeby odbić swoją córkę od Aniołów.
Tom z kolei był niesamowity. Nawet nie rozumiejąc wszystkiego co się dzieje, wspierał mnie całym sobą - co rano przygotowywał mi śniadanie, rozmawiał ze mną i przytulał mnie, przeglądał ze mną księgi i starał się na wszelkie sposoby mi pomóc, wspierając mnie całym sobą. Popołudniami wychodził do pracy a gdy wracał każdego wieczora dbał o to, żebym cokolwiek zjadł zanim zaciągał mnie na kanapę, gdzie odpływałem przy jakimś filmie, wtulony w Tom'a i budziłem się kolejnego dnia w łóżku. Po raz pierwszy w życiu czułem się bezpiecznie i na miejscu i gdyby nie obecna sytuacja, byłbym najszczęśliwszą osobą na świecie i pewnie dawałbym Tom'owi więcej z siebie.
Niestety - w tym momencie byłem zbyt zajęty próbowaniem znalezieniem James'a i znalezieniem sposobu na odbicie mojej młodszej siostrzyczki z rąk Aniołów. Wiedziałem, że James nie mający ani kropli anielskiej krwi nie będzie w stanie zbyt wiele zdziałać samodzielnie - i przerażała mnie wizja tego, do czego może się posunąć żeby uratować swoje dziecko.
Westchnąłem ciężko i zamknąłem kolejną książkę, w której nic nie znalazłem - a przynajmniej nie to, czego szukałem - opierając czoło o zimną, gładką powierzchnię mojego kuchonnego stołu. Zaledwie sekundę później poczułem silne, ciepłe dłonie mojego chłopaka, który zaczął rozmasowywać mój zdecydowanie zbyt spięty kark.
-Nie zadręczaj się tak, Billy. -poprosił. Sposób w jaki wypowiadał zdrobnienie mojego imienia sprawiało, że dostawałem dreszczy. -Wiesz, że na siłę nic nie zdziałasz.
-Wiem. -przyznałem, podnosząc głowę i odwracając się trochę, by spojrzeć na jego twarz. Tom stał nade mną, masując delikatnie moje ramiona i uśmiechając się do mnie tak ciepło, że spokojnie mógłby konkurować ze Słońcem. -Po prostu cholernie się martwię i o James'a i o Connie. Nie wiem, co Anieli mogą jej zrobić, wiem za to że nie ma niczego, przed czym James się cofnie, żeby odbić swoją córkę.
-Zauważyłem. -Dredziarz wymruczał cicho, nachylając się i całując mój kark, co sprawiło że dreszcze przeszły wzdłuż mojego kręgosłupa. -Nie możesz brać odpowiedzialności za to, co zrobi James. Dajesz z siebie wszystko, żeby mu pomóc, nie zapominaj o tym.
-Dzięki. -powiedziałem i przetarłem twarz dłońmi.
Poczułem, jak Tom drgnął za mną a gdy się rozejrzałem, zauważyłem dlaczego. Na stole niedaleko mnie był list. Nie byle jaki list - płonący czerwonym ogniem. Pokręciłem głową i sięgnąłem po kopertę, momentalnnie niwelując ogień.
-To od mojego ojca. -wyjaśniłem szybko i zacząłem czytać jego ozdobne pismo. -Mówi, że był na spotkaniu z Anielską Radą i sytuacja jest napięta. Przedstawił im swoje żądania i zagroził, że poprowadzi całe Piekło na wojnę z Niebem jeśli je odrzucą. Zdecydowano o trzydniowej przerwie w negocjacjach i za trzy dni ma się odbyć spotkanie, na którym Rada Anielska oznajmi swoją decyzję.
-To chyba dobrze, prawda? -spytał Dredziarz. Gdy na niego spojrzałem, widziałem jak wszystkie trybiki pracują w jego głowie, próbując przetworzyć usłyszane ode mnie informacje.
-Z jednej strony tak. -przyznałem, rzucając list na stół i opierając plecy o klatkę piersiową Toma, uśmiechając się lekko gdy ten w odpowiedzi owinął swoje ramiona wokół mnie. -Z drugiej Anielska Rada może podjąć różne decyzje. Jeśli mój ojciec podniesie Piekło i pójdzie na wojnę z Niebem, nie tylko ja będę musiał się stawić jako jego żołnierz i prawa ręka, ale dla ludzkiego świata to również będzie cholernie niebezpieczne.
-Czyli mamy przesrane? -zapytał Dredziarz, jego ramiona mocniej się na mnie zacisnęły. Wyraźnie się bał.
-Przekonamy się za trzy dni. -mruknąłem, zaicskając dłonie na jego przedramionach. -Spokojnie. Nie pozwolę, żeby coś ci się stało.
Tom wymruczał coś, co nie do końca wyłapałem ale to nie mało znaczenia. Wiedziałem, że nie do końca się on odnajduje w tym zupełnie nowym dla niego świecie i że daje z siebie wszytsko, żeby za mną nadążyć. No i znałem go na tyle dobrze żeby domyślić się, że nie będzie chciał żebym go bronił - raczej będzie chciał być moim obrońcą, nawet jeśli nie ma szans przeciwko magii.
-Wszystko będzie dobrze. -dodałem w końcu cicho, nie będąc do końca pewien, czy bardziej chcę tym zapewnić jego czy siebie.
-Co mogę zrobić? -usłyszałem Tom'a, który oparł swój podbródek o moją głowę. -Jak mogę ci pomóc, Billy?
Uśmiechnąłem się, słysząc jego słowa. To było perfekcyjne. On był perfekcyjny.
-Po prostu bądź. -wyszeptałem w odpowiedzi, wtulając się mocniej w jego ramiona. I szczerze mówiąc? Obecność Tom'a była wszystkim, czego chciałem.
W jakiś sposób ten zwyczajny chłopak, który nie ma nic wspólnego z naszym światem światła i cieni, magii ani niczego innego, całkowicie skradł moje serce i uzależnił mnie od siebie, zanim zdołałem to zauważyć. Praktycznie roztapiałem się w jego ramionach, szczególnie gdy Dredziarz pocałował czubek mojej głowy. Nie mogłem powstrzymać uśmiechu.
-Będę. Obiecuję. -chłopak wyszeptał w moje włosy i przysięgam, że niczego więcej nie potrzebowałem.



Komentarze
Prześlij komentarz