W ciemną noc - Rozdział 15


 Widziałem, jak Tom przez kolejne trzy dni chodzi jak struty. Martwił się tym, co odpowie Rada Aniołów na żądania mojego ojca i jakie to może mieć konsekwencje. To było nawet urocze obserwować go jak próbuje udawać przede mną, że wszystko jest w porządku ale i tak mogłem go przejrzeć na wylot. Nie był w stanie ukryć przede mną takich rzeczy. Starałem się go zająć różnymi rzeczami, żeby odciągnąć jego myśli od tego tematu ale widziałem, że go to zjadało od środka.

W przeddzień zapadanięcia decyzji żaden z nas nie zmrużył oka. Obaj siedzieliśmy całą noc w salonie na kanapie - ja jak zwykle wertowałem swoje księgi, podczas gdy Tom oglądał film zaraz obok mnie a jego dłoń powoli sunęła w górę i w dół po moich plecach. To może brzmieć śmiesznie ale ten prosty gest okazujący jego zainteresowanie mną i jak ważny dla niego jestem sprawiał, że nie mogłem przestać się uśmiechać. Niezależnie od tego jak krótko się znaliśmy, Tom stał się ważną i nieodłączną częścią mojego życia. Wiedziałem, że jeśli dojdzie do wojny Piekła z Niebem to zrobię wszystko, żeby zapewnić mu bezpieczeństwo - nawet, jeśli mój ojciec miałby być na mnie o to zły.

Tom niemal spadł z kanapy na której siedzieliśmy, gdy mój ojciec pojawił się w południe nagle przy nas w swojej ludzkiej formie z miną, jakby miał ochotę kogoś rozszarpać. Na mnie już dawno przestało to robić wrażenie i instynkntownie położyłem Dredziarzowi dłoń na udzie, starając się go uspokoić. 

-Witaj, pater. -powiedziałem powoli, studiując twarz króla Piekieł. -Domyślam się, że twoje spotkanie ma na celu oznajmienie nam decyzji Rady Aniołów?

Czerwone, płonące oczy mojego ojca spoczęły na mnie i widziałem, jak powoli się uspokaja. Skinął głową i zajął miejsce na fotelu niedaleko nas, rozmasowując sobie skronie.

-Filius... -zaczął ale przerwał. Zdziwiłem się, jak zmęczony się wydaje. Nigdy nie widziałem go takim zmęczonym i dopiero teraz mnie to uderzyło. -Anieli którzy cię skrzywdzili i naznaczyli zostali ukarani banicją. Zostali skierowani do niebiańskiego więzienia i osobiście wyrwałem im skrzydła. Rada zgodziła się ze mną, że specjalnie zwabili cię do Nieba aby cię zranić. Niestety nie usunie to z ciebie znamienia, które wypalili na tobie, jednak nie będzie ono miało żadnej mocy. 

Kiwałem powoli głową, słuchając słów mojego ojca. Sposób w jaki zawiesił głos sprawił, że cały się spiąłem. Wiedziałem, że jest więcej o czym musi mi powiedzieć i że najwyraźniej nie są to dobre informacje. Wziąłem głęboki wdech, nim ponownie zabrałem głos.

-Co z Connie?

Wzrok mojego ojca był tak bezdennie smutny i zawiedziony, że szczerze mnie to zaskoczyło. Wpatrywał się we mnie przez kilka chwil, nim postanowił wyznać mi prawdę.

-Pozwolono mi się zobaczyć z małą Connie. -przyznał w końcu, cała jego postać w jakiś sposób bardziej wtopiła się w mój fotel. -Zaprawdę piękna i utalentowana młoda dama z niej jest. Niestety Niebiosa i Rada Anielska kategorycznie odrzuciła moją prośbę o uwolnienie jej. Pozwolono mi wysłuchać przepowiedni w jej sprawie i... niestety rozumiem, dlaczego Niebo zdecydowało się ją porwać i mieć pod kontrolą. 

Moje serce na moment przestało bić. Poczułem opiekuńcze ramię Tom'a, który przysunął mnie bliżej do swojej piersi, starając się okazać mi wsparcie.

-Co masz na myśli? -mój głos brzmiał o wiele słabiej niż bym się tego spodziewał. 

Władca Piekieł milczał przez chwilę, mierząc mnie wzrokiem i najwyraźniej próbował zdecydować, czy powinien mi o tym mówić czy lepiej to przemilczeć.

-Przepowiednia głosi, że młoda Connie w przyszłości stanie się ogromnym zagrożeniem zarówno dla Nieba, jak i Piekła oraz Ziemii. -przyznał w końcu, kompletnie mnie dobijając.

-Jakim cudem?

-Młoda Connie jest dzieckiem dwóch potężnych czarodziejów. Zazwyczaj takie dzieci mają moc równą lub nieznacznie przewyższającą moce ich rodziców. Z jakiegoś powodu Connie jednak zdaje się zwielokrotnić moc którą otrzymała od swoich rodziców a ma dopiero sześć lat. Jeśli jej moc będzie dalej rosła w takim tempie, za trzy lub cztery lata będzie na twoim poziomie, filius.

Beznadzieja jaka mnie ogarnęła zwaliłaby mnie z nóg, gdybym nie siedział właśnie na mojej własnej kanapie i nie był wtulony w opiekuńcze ramiona przerażonego Tom'a. Cisza panująca w salonie była tak gęsta, że można było zawiesić w niej siekierę.

Czy to oznacza, że Connie nie wróci do domu?

Myśląc o tym czułem, jak jakaś zimna dłoń ściska mnie za serce a łzy zaczynają płynąć mi po policzkach. Wszystko się zawaliło i wiedziałem, że jeśli sytuacja tak wygląda to nigdy w życiu nie będę w stanie pomóc James'owi odzyskać Connie.

-Przepraszam... -głos Tom'a był cichy i niepewny ale od razu zwrócił na niego uwagę mojego ojca i moją. Dredziarz był blady i wyraźnie stresował się obecnością mojego ojca, za co nie mogłem go w żadnym stopniu winić. -Czyli w sumie problemem jest to, jak silna jest Connie i jak jej moc rośnie?

Westchnąłem cicho, orientując się że Tom pewnie do końca nie nadążał za tym wszystkim. Pokiwałem powoli głową, starając się zetrzeć łzy z moich policzków.

-Dokładnie. -przytaknąłem. -Niebo nie pozwoli by ktoś tak potężny chodził swobodnie po Ziemii.

-Ale wy władacie magią... -Tom zawiesił głos w taki sposób że od razu wiedziałem, że coś mu chodzi po głowie. 

Poderwałem się na kanapie aż klęczałem przed nim, biorąc twarz Dredziarza w moje dłonie i patrząc prosto w jego ciepłe, brązowe oczy.

-Co ci chodzi po głowie, Tommy? -zapytałem, prawie dławiąc się żalem i łzami. -Powiedz mi...

Tom przez chwilę przygląda mi się z takim współczuciem, że prawie się załamuję pod jego spojrzeniem. Widzę, jak jego mózg pracuje na najwyższych obrotach, najwyraźniej próbując zdecydować czy powinien mówić dalej czy też lepiej jest sie wycofać.

-No bo... -zaczął, przełykając ciężko ślinę. -...nie możecie w jakiś sposób zablokować jej magii?

Poczułem się, jakby ktoś właśnie strzelił mi bardzo silnego plaskacza w twarz. Dosłownie zamarłem na słowa mojego chłopaka. Obróciłem głowę i spojrzałem na swojego ojca, który wyglądał na równie zszokowanego co ja. Zanim o tym pomyślałem, wpiłem się w usta Tom'a - wdzięczność i miłość jaką do niego czułem były wręcz przytłaczające w moim zszarganym z tych nerwów sercu.

-Jesteś geniuszem. -wyszeptałem prosto w jego usta, całując go jeszcze raz nim zwróciłem się do swojego ojca. -Takie zaklęcia istnieją, prawda?

-Nie. -mój ojciec pokręcił głową ale jego mina mówiła mi, że to nie wszystko. -Jednak istnieją takie rytuały. Nie znam jednak żadnego, który mógłby być użyty na tak małym dziecku. 

-Ja się tym zajmę. -obiecałem od razu. -Załatw z Radą Aniołów żeby zgodzili się oddać Connie po przeprowadzeniu rytuału. Ja zajmę się dostosowaniem odpowiedniego rytuału do Connie.

Przez chwilę z ojcem patrzyliśmy się na siebie, nim on w końcu pokiwał głową i zniknął a ja spojrzałem ponownie na Tom'a, który przyglądał mi się wyraźnie zaskoczony. Zaśmiałem się i pocałowałem go raz jeszcze krótko w usta.

-Dziękuję. -wyszeptałem szczerze, czując na Tom obejmuje mnie w pasie. -Dziękuję. Dziękuję. Dziękuję. Jesteś najlepszy na świecie. Jesteś geniuszem. Dziękuję. 

-Nie ma za co. -powiedział cosik niepewnie. -Nic takiego nie zrobiłem. 

-Zrobiłeś więcej niż myślisz. -zaprzeczyłem od razu, przytulając go mocno. -Nie masz pojęcia jak bardzo się cieszę, że przy mnie jesteś. -wyznałem, w ostatniej chwili powstrzymując się od wyznania mu miłości w tym momencie. -Obiecuję, że odwdzięczę ci się za twój czas i opiekę jak tylko to wszystko się skończy.

Chłopak zamruczał na moje słowa, przysuwając mnie bliżej siebie i całując mnie długo, pokazując mi tym pocałunkiem jak ważny dla niego jestem. 

-Trzymam cię za słowo. -wymruczał nim wtulił mnie w swoje ramiona i przysięgam, że ten chłopak zrobił mnie najszczęśliwszą osobą na świecie.

Komentarze

Popularne posty