W ciemną noc - Rozdział 16


 Pomysł Tom'a był dobry a nawet genialny - tylko że, cholera jasna, dużo trudniej było go wykonać. Niestety ale wszystkie rytuały ograniczające moc, które udało mi się znaleźć, były zdecydowanie zbyt agresywne dla małej Connie i mogły ją fizycznie zranić a tego chciałem za wszelką cenę uniknąć. Koniec końców wyszło na to, że muszę przygotować i stworzyć zupełnie nowy rytuał, który będzie odpowiedni dla sześcioletniego dziecka. Dlatego zacząłem od analizy każdego z rytuałów, zaznaczając ich wspólne punkty - a Tom jak zwykle okazał się nieopisaną pomocą, zapewniając mi kawę i posiłki oraz wsparcie mentalne i zaciągał mnie do łóżka co wieczór, żebym nie padł ze zmęczenia.

-Nie rozumiem. -powiedział Tom pewnego dnia, obserwując moją pracę. -Jakie złe konsekwencje mogą mieć te wszystkie rytuały?

Spojrzałem na niego znad sterty papierów nad którymi siedziałem, starając się rozszyfrować wszystkie wspólne punkty istniejących rytuałów wiążących moc. Odłożyłem długopis i odgarnąłem sobie włosy, spinając je w niedbały kucyk.

-Różne, bardzo różne. Ograniczenie mocy dla czarodzieja to jak ingerencja chirurgiczna dla człowieka. Niesie za sobą duże ryzyko. Różnica jest w tym, że przy takiej operacji na czyjejś magii konsekwencje są o wiele gorsze niż po operacji. -wyjaśniłem spokojnie, przyglądając się przystojnej twarzy Tom'a, który słuchał mnie intensywnie. -Najmniejszymi konsekwencjami tych rytuałów są trwałe okaleczenia w postaci głębokich ran lub blizn. Część z tych rytuałów zawiera składniki, które zaaplikowane człowiekowi grożą trwałym uszkodzeniem lub wręcz zniszczeniem organów wewnętrznych. Część z tych rytuałów ma historie, gdzie czarodzieje tracili kończyny po poddaniu się im. Najgorsza konsekwencja to śmierć lub rozdzielenie duszy. 

-Co masz na myśli z rozdzieleniem duszy? -Tom wydawał się zagubiony ale znał mnie już na tyle by wiedzieć, że nie rzucam słów na wiatr.

-Jest to moment, kiedy magia oddziela się od duszy czarodzieja. -wyjaśniłem cierpliwie, wiedząc że ten cały świat wciąż ma przed Tom'em wiele tajemnic. -Dzieje się tak jeśli potężny rytuał pójdzie źle. Lub jeśli ktoś intencjonalnie odbierze magię czarodziejowi. To tak, jakby ktoś odebrał ci duszę. Twoje ciało żyje, twoja osobowość też ale jesteś zupełnie innym człowiekiem. To coś na kształt depresji tylko dużo bardziej agresywne. Większość czarodziejów po rozdzieleniu duszy popełnia samobójstwo w ciągu miesiąca. Najgorsze jest to, że po śmierci jego dusza i magia nie łączą się z powrotem. Dusza takiego czarodzieja pozostaje w wiecznej wędrówce po świecie w poszukiwaniu magii, która wróciła już do swojego pierwotnego źródła, czyli do demona który jest rodzicem tego czarodzieja. Jeśli ten demon nie zdecyduje się przyzwać duszy swojego martwego dziecka i oddać mu jego magię, czarodziej ten nigdy nie spocznie w spokoju.

Widziałem, jak cała krew odpływa z twarzy Tom'a z każdym moim słowem. Przyglądał mi się kompletnie zszokowany i przerażony, patrząc na mnie swoimi wielkimi oczami w kolorze tofi. 

-To okropne... -wydusił z siebie w końcu i musiałem przyznać mu rację.

-Dorosły czarodziej którego magia i ciało są w pełni rozwinięte reaguje źle na tego typu rytuały. -kontynuowałem, chcąc dokładnie odpowiedzieć na jego pytanie. -Connie może umrzeć nawet podczas najprostszego z tych rytuałów. Dlatego muszę znaleźć, co jest rdzeniem wspólnym wszystkich tych rytuałów i dodać jak najwięcej środków zapobiegawczych i ostrożności, żeby nie skrzywdzić Connie.

-Skąd będziesz mieć pewność, że twój rytuał zadziała?

Nie mogłem się nie uśmiechnąć słysząc pytanie Tom'a. Nawet jeśli Podziemie wciąż było dla niego kompletnie obcym miejscem i większości rzeczy nie mógł zrozumieć, to starał się myśleć logicznie i nadążać za moim chaotycznym tokiem myślenia.

-To już inna kwestia z której nie jestem dumny. -przyznałem. -Ojciec pozwolił mi przyzwać kilkoro czarodziejów, którzy po śmierci skończyli w Piekle za swoje grzechy. Zmarli czarodzieje dalej są duszami połączonymi z magią i często kończą w Piekle nie ze względu na swoje grzechy tylko ze względu na to, że jest tam większość ich rodziny i przyjciół a Piekło nie ma zbyt wiele reguł względem używania magii. Tylko ci, którzy byli wyjątkowo złymi czarodziejami za życia, są skazani na wieczne tortury. Czasem wykorzystujemy ich do testowania nowych rytuałów i zaklęć, bo nie zabije ich to po raz drugi a jednocześnie jest to często cholernie bolesne i jest to część ich kary za grzechy.

Tom kiwał głową tak, jakby moje słowa były kompletnie logiczne i zrozumiałe, nawet jeśli brzmiały jak coś kompletnie nierealnego i wyrwanego z rzeczywistości. Milczał przez chwilę, przyglądając mi się, nim w końcu znowu otworzył swoje usta.

-Dasz sobie z tym radę? -zapytał.

Chciałem się wkurzyć, że we mnie nie wierzy ale gdy widziałem jego wzrok i uświadomiłem sobie, że ton jego głosu nie zawierał ani krzty zwątpienia - on się najzwyczajniej w świecie martwił. Westchnąłem ciężko, zerkając na kartki papieru rozwalone na całym stole kuchennym przede mną.

-Mam nadzieję. To jedyna szansa dla Connie. I jedyna szansa, żeby James odzyskał córkę. -przyznałem.

-Skup się na stworzeniu tego rytuału. -oznajmił w końcu, podwijając swoje rękawy. -Ja zadbam, żebyś się nie przepracował.

Uśmiech wykwitł na moich ustach gdy to usłyszałem. Czyż on nie jest uroczy?

-Dzięki. -rzuciłem, wracając do papierów. 

Gdy dwa dni później w końcu udało mi się wysortować części rytuału, które były najbardziej istotne - i z nadzieją, że pozostałe części są absolutnie niepotrzebne i mogę je zamienić - niemal spadłem z krzesła. Ulga nie zalała i sprawiła, że na moment całkowicie straciłem siły, moja głowa ciężko opadła na stół i uderzyłem się czołem o blat. Musiałem zrobić dość duży hałas, bo Tom momentalnie wszedł do jadalni i czułem na sobie jego badawczy wzrok.

-Bill? -jego głos był cosik niepewny.

Złożę się że zastanawiał się, czy może się nie załamałem albo nie zemdlałem z przepracowania. Poczułem łzy w moich oczach i wiedziałem, że jestem na skraju rozpłakania się - stres, który budował się we mnie od kiedy usłyszałem o porwaniu Connie i wszystko, co do tej pory przeszliśmy, zaczęło w końcu brać górę. 

-Billy... -usłyszałem ciche westchnięcie i po chwili Tom przytulił mnie, pozwalając mi schować twarz w jego brzuch. -Ciiiś... wszystko będzie dobrze.

Czułem, jak jego duże dłonie głaszczą moje plecy, jak Dredziarz próbuje mnie uspokoić. Zajęło mi chwilę, nim byłem w stanie coś powiedzieć przez moje związane gardło.

-Wiem już, gdzie zacząć. -powiedziałem ale mój głos brzmiał cholernie słabo.

Tom na moment się spiął, po czym uniósł moją głowę za podbródek, zmuszając mnie bym na niego spojrzał.

-Rozwiązałeś to? -zapytał szeptem.

Mogłem tylko pokiwać głową, czując nieopisaną ulgę, że jesteśmy o krok bliżej do odzyskania mojej małej siostrzyczki.

-Udało ci się. -powiedział, przytulając mnie mocno.

Muszę przyznać, że zrobiło mi się ciepło na sercu, słysząc dumę zmieszaną z ulgą w głosie Tom'a. Nie miałem sił na nic więcej. Mogłem jedynie wtulić się w jego brzuch, płacząc żałośnie w ramionach mojego całkowicie ludzkiego partnera. I mimo całej sytuacji, czułem się jakbym był na właściwym miejscu.

Komentarze

Popularne posty