Od początku - 17
Następnego dnia Izaya
obudził się dopiero na dźwięk dzwonka do drzwi. Otworzył zaspane oczy i
rozejrzał się dookoła. Zasnął przy komputerze. Z cichym westchnieniem
przeciągnął się i zszedł na dół sprawdzić, kto przyszedł. Otworzył
drzwi.
-Witaj~! - zawołał
Shinra rzucając się na Izayę i przytulając go. Potem wcisnął mu do ręki
prezent.
Za nim weszła Celty z tortem i na końcu weszli Shizuo z
Kadotą zamykając drzwi.
-Co tu się dzieje? - zapytał lekko zdezorientowany. Szalony doktorem na moment zbaraniał, a Shizuo z Kadotą się uśmiechnęli.
-Jak to co? Masz urodziny, Izaya. - zaśmiał się Heiwajima i poczochrał mu włosy, wręczając mu kolejną paczuszkę.
-Ah... no tak. - zaśmiał
się lekko i zajrzał do paczuszek. - Dziękuję. - uśmiechnął się i
poprowadził ich do kuchni. Wszyscy ruszyli za nim, a na stole wylądował
tort. - Sama go zrobiłaś, Celty? - zapytał i podał Shizuo nóż. -
Pokroisz, potworku? - poprosił. - Zaraz wracam. - oznajmił i poszedł do
swojego pokoju. Wziął czyste ciuchy i wszedł do łazienki chcąc szybko
się umyć. Po kilku minutach wrócił do kuchni gdzie wszyscy, łącznie z
bliźniaczkami, jedli tort.
-Dobry tort. - stwierdziła Mairu i pociągnęła swoją siostrę za sobą do salonu.
-A one co? - zapytał Dotachin. - Nie pamiętają o Twoich urodzinach? - zapytał.
-Sądzę, że po prostu
mają to w nosie. - odparł obojętnie i zrobił sobie kawy. - W ogóle
przychodzicie
tak z rana nie wiadomo po co. Przecież to nic ważnego. -
wzruszył ramionami czym wkurzył Shizuo, który momentalnie wstał i
szturchnął go, jak sądził lekko, w ramię.
-Nie mów tak, To JEST coś ważnego. - warknął zły, jednak nie zrobił tym wrażenia na brunecie.
-Hej, hej, chłopcy! Tak
dzisiaj ustaliliśmy... - zaczął doktorek. - Ponieważ masz urodziny
zrobimy dzisiaj wszystko co będziesz chciał. - oznajmił Shinra z
wesołym uśmiechem na twarzy jak zwykle.
Uśmiech wykwitł też na bladej
twarzy informatora, jednak jego uśmiech był bardziej przerażający.
-A więc chcę zobaczyć
jak Kadota Cię gwałci~. - zażądał, a na osłupiałe spojrzenia wszystkich
wybuchnął śmiechem. - Wybaczcie, żartowałem tylko~! - złapał się za
brzuch i otarł wyimaginowaną łezkę w kąciku oka. - Hahaha~!
-Oi, nawet tak nie
żartuj! Nie zrobię tego z nikim innym jak tylko z moją ukochaną Celty!
Ouuuuu! - zajęczał szatyn, gdy oberwał od bezgłowej w splot słoneczny.
Wszyscy śmiali się z jego reakcji.
-Więc chodźmy do parku. -
westchnął Shizuo i skierował się w stronę drzwi. Wszyscy przytaknęli i
zgodnie wyszli z domu, zostawiając bliźniaczki same. Co z tego? Nic
nie zrobią. Są odpowiedzialne.
Teoretycznie. Ale nie zaszkodzi tego
sprawdzić.
Paczka przyjaciół
skierowała się w stronę parku. Shizuo przekomarzał się z Izayą,
Dotachin dogryzał trochę Shinrze który próbował kleić się do
odpychającej go Celty.
-"Daj mi trochę przestrzeni!" - pokazywała mu tekst na urządzeniu, ale szatyn tylko rozpaczliwiej próbował się do niej dobrać.
-O nie, moja Celty, czy
Ty masz jakiegoś kochanka na boku! Ach, Celty! Miłości moja, moje serce
krwawi! - zawołał, a wszyscy wybuchnęli głośnym śmiechem. Weszli po
drodze do jednej z cukierni, bo Shizu nagle stwierdził, że potrzebuje
cukru.
-Okey, to ja dzisiaj
wszystkim stawiam coś do picia~! - oznajmił zadowolony informator. -
Shizzy zapewne chce czekoladę jak zawsze, ne~? A reszta? - zapytał i
zebrał zamówienia.
-A więc, czekolada dla
Shizzy'ego i Shinry, herbata dla Dotachin'a i kawa dla mnie~! - zawołał
i podszedł do kasy by wszystko zamówić. Po kilku minutach wrócił do
stolika gdzie siedzieli jego znajomi i rozdał napoje. Wyszli z powrotem
na dwór z kubkami w dłoniach i przez chwilę grzali się w ciepłych
promieniach słońca. Wspaniała pogoda sprawiała, że na ulicy było dużo
ludzi, którzy wraz ze swoimi znajomymi wesoło plotkowali.
-To jak, gdzie idziemy? -
zapytał Kadota, gdy wszyscy znów ruszyli. Nie wiedzieli gdzie idą, po
prostu szli przed siebie tak długo, aż znów dotarli do mieszkania
Izayi.
-To tak, wszyscy sio a
Shizzy idzie ze mną~! - zawołał Izaya i chwycił blondyna pod ramię,
machając reszcie na pożegnanie i wprowadzając przyjaciela do domu.
-Czemu tylko ja
zostałem? - zapytał zdziwiony Heiwajima. Nie żeby mu to przeszkadzało,
był wręcz zadowolony, ale dziwiło go to nieco.
-Bo chcę spędzić czas z
Shizzym~! - zawołał. Nie przyzna się przecież, że chciał z nim spędzić
czas, bo się zakochał w przyjacielu...
Gdy weszli, dziewczynki w przedpokoju ubierały buciki.
-Ah, Iza-nii. Nocujemy dzisiaj u Yume-chan. - oznajmiły i wyszły, chwytając tylko plecaki w ręce.
Brunet jednak nie przejął się tym ani trochę, jedynie zamknął za nimi drzwi i poszedł do salonu. Za nim poczłapał blondyn.
-Napijmy się, co? - zapytał Orihara i wyciągnął z barku butelkę wina.
-Jasne, czemu nie. -
uśmiechnął się lekko i odebrał od jubilata butelkę by ją odkorkować.
Gdy to zrobił spostrzegł, że przyjaciel ma w dłoniach drugą, dokładnie
taką samą butelkę.
-No co, jedna dla
każdego. - powiedział na zdziwione spojrzenie złotych oczu i odkorkował
swoją butelkę po czym upił z niej potężnego łyka. Shizuo poszedł w
jego ślady. Obaj zalegli na kanapie i powoli popijając wino oglądali w
telewizji jakieś durne Reality Show.
-Ne, Izaya? - zapytał
Shizuo, gdy skończyła mu się butelka. - O czym myślisz? - był lekko
wstawiony, ale myślał trzeźwo. Za to Izaya lepił się do niego i widać
było, że jest już pijany.
-O tym, że jest tu
Shizzyyyyy. - wymruczał brunet upuszczając butelkę i wspinając się na
kolana chłopaka. Blondyn pomógł mu się wgramolić na kolanach i objął go
bezwiednie w pasie. Brunet wykorzystał to i wtulił nos w jego
obojczyk.
-No jestem. I to Ci siedzi w głowie? - zapytał rozbawiony.
-Nieee... nie tylko. - szepnął i przytulił się do niego.
-Więc co jeszcze? - zapytał zaciekawiony. Izaya zaczął czkać. Oi, ma słabą głowę i szybko się upił.
-Że kocham Shizu-chan'a~! - zaśpiewał i liznął go w szyję. Blondyn aż zdziwił się na to i spojrzał na niego zdziwiony.
-Co proszę? - zapytał i momentalnie wytrzeźwiał.
-Kocham Shizuo! - wykrzyczał i czknął znowu.
-Izaya, jesteś pijany. -
stwierdził rzeczowo, ale zaraz jego usta były zajęte wargami bruneta,
który go pocałował. Poczuł jak drobne ciało oplata go i ociera się o
niego.
-Chcę Shizuo. - zażądał i otarł się o krocze blondyna.
-Nie, nie ma, Izaya. - chciał go delikatnie odsunąć, ale brunet wczepił się tak, że delikatne odsunięcie go było niemożliwe.
-Nie chcesz? - zapytał zdziwiony brunet, zupełnie tak, jakby bestyjka kiedyś powiedziała mu, że go kocha.
-Nie o to chodzi tylko o
to, że jesteś pijany. - odparł zrezygnowany blondyn. Spiął się cały,
gdy informator znów otarł się tyłkiem o to strategiczne miejsce.
-Nie jestem. No może
troszkę. Ale naprawdę chcę. Kocham Shizusia od dawna. - powiedział
płaczliwie. - I zobacz, już mi stoi. - wypalił od razu. Co prawda złote
oczy tam nie spojrzały, ale nie musiały, bo ręka Izayi poprowadziła
jego dłoń na krocze. Faktycznie Izaya był już podniecony. -Weź za to odpowiedzialność.
Zapłakał i zrobił minkę zbitego szczeniaczka.
-No dobrze.
Westchnął blondyn czując, że jak Izaya dalej się tak będzie o niego ocierał, to długo nie wytrzyma.
-Yay~!
Zawołał chłopak
i znów pocałował blondyna. Złotooki wsunął mu rękę pod koszulkę i
zaczął jeździć mu ją po plecach. Izaya natomiast dobierał się do jego
koszuli, próbując ją rozpiąć nieporadnymi dłońmi. Nie umiał się za to
zabrać. Blondyn zdjął z niego bluzkę i pomógł ze swoją koszulą.
Informator otarł się o niego i wtulił nos w zagłębienie przy szyi
blondyna.
-Shizyyyyyy...
Jęknął brunet i znów otarł się o jego krocze. Potworek już długo nie wytrzyma z tym.
Położył Izayę na kanapie
i zawisł nad nim. Ustami zjechał na jego obojczyk i potem na tors,
zostawiając na nim ślady po pocałunkach. Brunet nie do końca świadomy
tego, co robi, obejmował blondyna, drapiąc go po plecach. Bestyjka
powoli rozpinała mu spodnie, drażniące nabrzmiałą męskość Orihary.
Chłopak jęknął czując, jak jego kochanek powoli się za to zabiera.
Blondyn słysząc niezadowolone pomruki zaśmiał się cicho, gardłowo i
pomógł pozbyć się chłopakowi materiału. Orihara został w samej
bieliźnie, w pijackim amoku próbując już sobie ulżyć. Blondyn jednak
był szybszy i złapał dłonie informatora, jedną ręką przytrzymując je
nad głową. Niezadowolony chłopak mruknął coś pod nosem i pozwolił, by
to Heiwajima się nim zajął. Jęknął, gdy poczuł jak jest pocierany przez
szorstki materiał bokserek. Ku swojemu zadowoleniu nie musiał czekać
długo, bo już po chwili materiał zniknął, a długie palce rozciągały go
od środka. Brunet poruszał bladymi biodrami, chcąc już poczuć w sobie
męskość ukochanego. Złotooki sam już nie kontrolując się do końca po
niedługim czasie wszedł w Oriharę, od razu zaczynając się w nim
poruszać. Był duży i chłopak nie mógł nie krzyczeć. Bolało, ale dużo
więcej było przyjemności niż bólu. Wypychał biodra w stronę Shizuo
chcąc więcej i więcej, chociaż więcej nie mógł dostać. Poczuł jak jego
krzyk jest tłumiony przez miękkie usta blondyna. Zadowolony przygryzł mu
lekko wargę na co bestyjka odpowiedziała wepchaniem mu języka do ust.
Jubilat doszedł chwilę potem, a po kilku silnych ruchach poczuł, jak
jego wnętrze wypełnia nasienie Heiwajimy. Kolejny jęk został stłumiony
przez usta Shizuo.
Po chwili już tylko leżeli wtuleni w siebie i uspokajali oddechy i bicie serc.
Izaya tej nocy zasnął szybko, ale blondyn za nic nie mógł uspokoić myśli. Dlaczego się zgodził? Jak do tego doszło? Jak się teraz zachować? Nie wiedział. W końcu postanowił udawać, że nic takiego nie miało miejsca. W końcu Orihara był pijany i może nic nie pamiętać, a nawet jeśli to pewnie sam postanowi udawać, że nic się nie wydarzyło. Jak postanowił, tak zrobił. Ubrał z powrotem bruneta, zaniósł go do łóżka i wyszedł, zostawiając w kuchni tylko karteczkę, że musiał wyjść by załatwić coś na mieście. W rzeczywistości jednak wrócił do domu i od razu poszedł spać, a przynajmniej próbował to zrobić. Leżąc na łóżku i wpatrując się w sufit czekał, aż zapadnie w głęboki sen.
Izaya tej nocy zasnął szybko, ale blondyn za nic nie mógł uspokoić myśli. Dlaczego się zgodził? Jak do tego doszło? Jak się teraz zachować? Nie wiedział. W końcu postanowił udawać, że nic takiego nie miało miejsca. W końcu Orihara był pijany i może nic nie pamiętać, a nawet jeśli to pewnie sam postanowi udawać, że nic się nie wydarzyło. Jak postanowił, tak zrobił. Ubrał z powrotem bruneta, zaniósł go do łóżka i wyszedł, zostawiając w kuchni tylko karteczkę, że musiał wyjść by załatwić coś na mieście. W rzeczywistości jednak wrócił do domu i od razu poszedł spać, a przynajmniej próbował to zrobić. Leżąc na łóżku i wpatrując się w sufit czekał, aż zapadnie w głęboki sen.
Komentarze
Prześlij komentarz